Anioły istnieją.
http://www.youtube.com/watch?v=Cu5fcUa17TU
***
Nigdy nie wiesz co się stanie. Nie możesz przewidzieć co będzie następnego dnia, ale mimo
to ciekawość mówi, że musisz iść dalej i przeżyć go, choćby był najokropniejszym.
Aki siedziała skulona na fotelu. Z kubkiem gorącej kawy wpatrywała się w deszcz za oknem.
Miała pustkę w głowie. Wszystko się waliło. W dodatku wystarczyła tylko jedno zamknięcie oczu i znów widziała śniadą cerę ,niebieskoszare oczy i długie bladoczerwone włosy. Może byłoby dobrze, gdyby jej tak tego cholernie nie brakowało. Ale jej już nie ma i nie będzie.
Powinna się wreszcie z tym pogodzić. Otworzyła oczy i przetarła je. Były załzawione, chociaż już nie
pamiętała czy płakała. Trzeba się wziąść w garść. Kolejne dni nie mogą mijać tak bezsensownie.
Aki wstała z fotela, a kubek z niedopitkiem położyła na komodzie koło drzwi. Było ciężko zacząć dzień,
jednak musiała wreszcie wstać. W godzinę lub półtorej była gotowa do wyjścia. Nikt nie rozpozna po niej
że ma doła. Gdy była przy drzwiach zawahała się czy brać parasol. Nie zależało jej tak bardzo na wyglądzie.
Ale jednak jechała do pracy. Musiała jakoś wyglądać. Wyszła i spojrzała na godzinę w telefonie.
W pół do pierwszej. Miała tylko pół godziny na to, by pojechać do biurowca, zasiąść na fotelu
i udawać że mija trzecia godzina jej pracy.
Wsiadła do czarnego volvo, przekręciła kluczyk w stacyjce i nim się obejrzała, już mijała trzecią ulicę.
Już nie daleko. - Pomyślała.
Wjechała na rondo. Stamtąd było już łatwo. Zjechała znów na ulicę i jej oczą ukazał się szklany wieżowiec.
Dobrze był jej znany. Niegdyś odwiedzała go codziennie w tłoku pracy.
Skręciła w lewo na parking dla pracowników, jednak szlaban był opuszczony. Aki westchnęła.
W drewnianej budce nagle ukazał się mężczyzna.
Dość stary. Był to Brian. Znali się z Aki bardzo dobrze, lecz przez starość mężczyzna miał problem z
rozpoznawaniem twarzy.
- Hej, Ty! - Starzec poprawił okulary i trochę się przyjrzał.
- Dowód proszę - rozkazał.
Dziewczyna spuściła szybę i w dwóch palcach wystawiła dokument.
-Ach, Aki. Wybacz mi, już podnoszę.
Ona tylko się uśmiechnęła i gdy szlaban się uniósł wjechała na swoje miejsce parkingowe.
Jeszcze jeden oddech. Wszystko będzie dobrze. Jak zawsze.
Podniosła głowę i już miała wyjść z samochodu, gdy zobaczyła Brian'a stukającego do szyby.
- Co się stało? - zapytała lekko otwierając drzwiczki.
- Madame, szef kazał przekazać, żebyś przyszła do niego gdy tylko się zjawisz.
Serce podskoczyło dziewczynie do gardła. Zaczęło bić jak oszalałe.
- Dziękuje Brian za informację. Miłego dnia Ci życzę. - z wymuszonym uśmiechem na twarzy Aki opuściła wzrok i skierowała się w stronę biurowca.
Gdy przeszła pierwsze piętro czuła na sobie wzrok wszystkich tam obecnych. Miała wrażenie, że jest osaczona.
Doszła do windy. Na szczęście ta znajdywała się na samym dole. Weszła do niej i wcisnęła ostatni przycisk.
Cała drżała. Była przerażona, podejrzewała co się stanie.
Winda jechała powoli. Cenne minuty ciągły się w nieskończoność. Wreszcie winda dojechała na wyznaczone miejsce,
a Aki niemalże dobiegła do gabinetu szefa.
Zapukała. Będzie dobrze. Ostatnia myśl i weszła. Mężczyzna siedzący za biurkiem nie był zdziwiony.
- Wzywał mnie pan... - wymamrotała dziewczyna.
Było widać że cała drży.
- Tak Aki...
Ble, ble. ble. Zawsze mówił to samo jak wzywał pracowników. Zawsze jedno... Mogła się tego spodziewać.
- A więc z powyższym... - dziewczyna znów przymrużyła oczy i zobaczyła tą samą twarz co zawsze. Była smutna.
- Muszę Cię zwolnić...
Otwarła oczy..
- Ale, tak nie można... - szepnęła pod nosem, tak jakby nie miała siły wrzeszczeć i wyrzucać z siebie emocji. Nie, to już ją kompletnie zniszczyło.
- Słucham? - Mężczyzna skinął głową gdy Aki wybiegła z hukiem z gabinetu. Żadnych emocji z jego strony..
Dziewczyna szybko znalazła się przy samochodzie. Łzy napłynęły do oczu. Nagle usłyszała głos. Tak dobrze znajomy. Tak słodki...
Kazał nie jechać. Nie posłuchała. W jednym geście odpaliła i wyjechała na ulice. Jechała tak szybko a oczy były załzawione.
Nic nie widziała. Impuls kazał jej przyspieszyć, gdy nagle...
***
Tokyo: Dziś po godzinie trzynastej, czarne volvo zderzyło się z tirem na rondzie niedaleko biurowca Ten'in wa Fuketsudearu.
Tir uderzył w jadące auta, a te spowodowały karambol na dalszej części drogi. W wypadku zostało poszkodowanych szesnaście osób,
w tym jedna zmarła.
***
- Aki...?
Dziewczyna otwarła oczy. Leżała na ziemi przed biurowcem. Nikogo nie było w pobliżu. Usiadła i jeszcze raz się rozglądnęła.
Bylo pusto.
- Jest tu kto? - zapytała Aki bez żadnej nadziei.
- Chodź...-usłyszała słodki głos... dziewczyny. Czy go znała?
Tak, to był ten sam głos. Aki wstała z ziemi i otrzepała się.
- Aki, moja kochana.
Znowu to samo. To była Lau. Słyszała, ale nie widziała. Nie dowierzała.
- Przecież Ty umarłaś...
Aki ciągle przed oczami miała obraz gasnącej Lau. Powoli odchodzącej, w ciszy, bez patosu. Czuła się winna, może nawet bardziej niż powinna się czuć. Przecież to ona w końcu nie zdążyła na czas. A właściwie to przez nią jej bratnia dusza znalazła się w szpitalu, a później odeszła. Praktycznie do tej pory powtarzała sobie w głowie, jak mantrę pytania: jak mogłam być tak ślepa?
Jak mogłam nie widzieć ile dla niej znaczyłam? Jak mogłam nie próbować odwzajemnić jej uczuć?
Wyrzuty sumienia były nie do opanowania. Aki zastanawiała się czy nie pójść w ślady przyjaciółki.
Czy podcięcie sobie żył nie byłoby po prostu odpowiedzią na te wszystkie wątpliwości, czy nie byłoby rozwiązaniem?
Być może brakowało jej odwagi aby odebrać sobie życie, być może coś ją jeszcze tu trzymało, ale nie potrafiła od tak odejść, przejść na drugą stronę. Dlatego to, co miało się dzisiaj wydarzyć było niejako kluczem do lepszego świata.
Świata, w którym Aki będzie mogła żyć razem z Lau, i w którym będzie miał szansę na to, by nie popełnić już żadnego błędu
Kolejny podmuch wiatru. Na rondzie pojawiło się dużo osób. Karetki i policja. Okropny wypadek, kogoś wyciągali z czarnego samochodu. Aki podeszła i zobaczyła jak kładą na noszę dziewczynę. To była ona.
Łzy spłynęły jej po policzku.
- Aki? - dziewczyna poczuła zimną dłoń na ramieniu. Od razu się odwróciła. To była Lau. Wyglądała tak pięknie.
Była blada. Miała na sobie biała sukienkę do kolan.
- Lau... - Aki rzuciła się w ramiona czerwonowłosej. - Czy ja.. - Lau nie pozwoliła jej dokończyć. Złapała ją za rękę i poleciały nad chmury.
Razem. Leciały chwilę, czas się zatrzymał. Wreszcie wylądowały na łące za miastem.
Lau była smutna. Aki przyglądała się jej. Wtedy dopiero zauważyła że płomiennowłosa miała skrzydła. Aki wreszcie uwierzyła.
Pogodziła się z tym że umarła, wreszcie mogła być ze swoją przyjaciółką. Lau mogła być szczęśliwa. Aki też mogła.
Lau odwróciła się powoli do towarzyszki. Nie patrzyła jej w oczy. Jej wzrok błądził po trawie na której stała.
- Lau, o co chodzi?
Samobójczyni wreszcie odważyła się spojrzeć jej w oczy. Wyciągnęła do niej dłoń i uśmiechnęła się. Ta druga złapała ją za rękę i razem usiadły.
- Aki, bardzo tęsknie za Tobą.
- Przecież jesteśmy teraz razem. Może być jak dawniej.
Czerwonowłosa dotknęła policzka brunetki
- To jest być może nasze ostatnie spotkanie. Nie wiem co dalej się stanie z moją duszą ale Aki, Ty musisz żyć. Wszystko jest przed Tobą..
Dziewczyna zadrżała. Lau po policzku spłynęła łza
-To jest mój koniec, nie Twój. Ja umarłam bo tego pragnęłam. Chciałam Twojego szczęścia a z moją obecnością byłoby to niemożliwe. Powstrzymywałabym Cię - kontynuowała. - Jestem egoistką..
Aki spojrzała na przyjaciółkę po czym szybko spuściła wzrok. Nie potrafiła patrzeć się na nią gdy była smutna.
Wtedy Lau podniosła podbródek dziewczyny i pocałowała ją. To była ta chwila na którą ona nie mogła czekać za życia.
Trwały tak jeszcze kilkanaście sekund po czym Aki oddaliła się.
- Lau...Co się teraz stanie?
- Będziesz żyła księżniczko, masz dla kogo żyć. Oni czekają na Ciebie.
Wtem obie się podniosły.
- Aki, kocham Cię, będę przy Tobie zawsze gdy będziesz tego potrzebowała.
- Będziesz czuwać przy mnie?
Lau uśmiechnęła się po czym przyłożyła dłoń do serca ukochanej.
- Będę tutaj.
Stały w bezruchu jeszcze parę chwil, gdy Lau oddaliła dłoń.
- Już czas...
Aki zadrżała.
- Nie, Lau. Jeszcze chwilę.
Rudowłosa oddaliła się lekko i rozprostowała skrzydła.
- Błagam, chce zostać tutaj. Nie chce odchodzić.
Polały się łzy. Lau tylko się przyglądała z lekkim uśmiechem, po czym podeszła do niej i złapała ją za ramiona.
Delikatnie...
- Jeszcze się spotkamy, dopilnuje tego i będę czekać...
- Lau, nie... proszę...
Wtedy ona złożyła jej delikatny pocałunek na policzku.
- Żegnaj - wyszeptała.
Zamknęła oczy, jej ciało delikatnie drżało.
A może to jej dusza drżała, bo właśnie do niego wracała?
Czuła, że się dusi. Nie mogła nabrać powietrza. Umysł powoli się otwierał. Docierało do niej to, co się właściwie wydarzyło.
Więc umarła i nagle miała dalej żyć - Tak po prostu. Czy nie umiera się po to aby zakończyć życie?
To nie miało sensu. Ale przecież Lau chciała żeby Aki tu wróciła. Aki powtarzała sobie, że robi to właśnie dla niej. Tak było
jej łatwiej. Łatwiej narodzić się na nowo.
Nagle słychać wdech. Ostry tlen pali płuca dziewczyny. Serce zaczyna ociężale bić. Wystukuje inny rytm niż wcześniej.
Coś się zmieniło.
Może to Aki się zmieniła?
- Puls w normie. Zatamowaliśmy krwawienie. Pacjent przy życiu.
Hidan x Reader
-Cholera! Te jebane bułki są twarde jak chuj!
Dlaczego tu nie ma nigdy nic, co nadawałoby się do żarcia?
-Jeśli masz jakiś problem to idź do sklepu.
-Tylko ja tutaj chodzę do sklepu! Mam dość, wy
się nie odżywiacie czy coś?
-Tak, tak. Chodzisz do sklepu i kupujesz tylko
żeberka. Te bułki przyniósł Deidara, do niego miej pretensje.
-Ale!
-Zamknij się, nie widzisz, że pracuję? -Kakuzu
starał się pozbyć towarzysza oglądając przy tym dokładnie banknot po banknocie.
-Ty i te jebane pieniądze! - Hidan wyszedł z pokoju
zamykając za sobą z hukiem drzwi. Chłopak postanowił się przejść. Po raz
pierwszy był taki zdenerwowany. Założył czarny T-shirt i wyszedł. Nie miał
pojęcia gdzie iść. Działał pod wpływem impulsu. Wiedział, że nie wytrzyma
dłużej w kryjówce. Musi się gdzieś wyrwać. Za długo czasu spędził bezczynnie
leżąc i gapiąc się w ekran telewizora. Tak dawno nie składał żadnej ofiary
swemu bogu. Czas odrobić straty.
Wybrał się do pobliskiego
lasu. Zawsze ktoś tamtędy przechodzi. Odprawi chociaż jeden rytuał i pomyśli,
co dalej. Może pójdzie się nawalić do jakiegoś pubu. Usiadł na najwyższym
drzewie i obserwował wszystko z góry. Przez chwilę myślał o swoich kompanach z
Akatsuki, lecz jego rozmyślanie przerwał mu długi pisk.
-Moja ofiaro, dlaczego się boisz? Nie martw się,
już niedługo ukoję twe cierpienia!
Zeskoczył na dół i pobiegł w
stronę, skąd dochodził dźwięk. Zatrzymał się na kilka metrów przed swoją
zdobyczą i ukrył w krzakach by ocenić sytuację. Było to dwoje ludzi. Kobieta-
dosyć szczupła, nogi miała cudowne, włosy długie i brązowe, a buźkę
niesamowicie piękną- i mężczyzna- gruby, ale muskularny gburowaty gość-, który
trzymał ją za włosy i wymachiwał pięścią przed nosem.
-Kiedy dostanę swoje pieniądze? Kiedy?!
-Mężczyzna cały czas powtarzał to zdanie- Mała, byłaś świetną aktorką, ale
twoja rola dobiegła już końca!
-Obiecuję, że je dostarczę! Najpóźniej za
miesiąc!
Mężczyzna zamachnął się i
jego ręka zatrzymała się kilka centymetrów od twarzy dziewczyny. Kobieta
wyglądała na zaskoczoną. Przed nią pojawił się białowłosy facet z wielką kosą
na plecach, który zatrzymał uderzenie jej prześladowcy. Czyżby chciał ją
obronić? Nie, to nie możliwe. Spojrzała na jego płaszcz. Jest z Akatsuki, czeka
ją rychła śmierć. Nie przejęła się tym, wolała zginąć niż dalej być męczoną i
prześladowaną przez tego grubego gbura. Tymczasem członek organizacji bez
zastanowienia odciął mężczyźnie głowę i odprawił rytuał. Dziewczyna nie
uciekła, wiedziała, że jeśli spróbuje się wymknąć może spotkać ją to samo. Nie
chciała już ryzykować. Nie wiedziała też, co się stanie, jeśli tu zostanie,
stała, więc w strachu jak sparaliżowana. Gdy nieznajomy skończył, zaczął jej
się przyglądać z szaleńczym uśmiechem na ustach. Pomyślała, że chce ją
wykorzystać i nie zważając na nic zaczęła biec przed siebie. Nie minęło kilka
sekund, a chłopak już stał przed nią.
-Czego ode mnie chcesz? -Wykrzyknęła- Jestem
zwykłą dziewczyną z małej wioski! Na nic ci się nie przydam!
-Nie o to chodzi -odpowiedział i przerzucił sobie
dziewczynę przez ramię. Postanowił, że weźmie ją do miejsca, gdzie nikt nie
przyjdzie jej z pomocą.
Biegli tak szybko, że cudem było to, iż Hidan
nie wpadł na ani jedno drzewo. Gdy dotarli na miejsce postawił ją delikatnie na
ziemi. Rozejrzała się dookoła. Byli na łące, a dookoła widniały same góry.
Trzeba przyznać, że widok był stąd nieziemski.
-Gdzie mnie zabrałeś? -Wykrzyknęła, wyglądała jakby za chwilę miała się
rozpłakać- Po co mnie tu przywlokłeś? Czego chcesz? -Z jej ust płynął potok
pytań, na które jak najszybciej chciała usłyszeć odpowiedź.-Zamknij się! -Odprysnął- Wziąłem Cię tu i już. Ciesz się, że uszłaś z życiem. Coś Ci się nie podoba?
-Nic nie rozumiem -wzruszyła ramionami.
-Ja też nie, nie martw się. Działałem pod wpływem impulsu! Nie chcę Cię skrzywdzić, dobrze? -Starał się poukładać wszystko w całość. Zamyślił się i przez pewien czas siedzieli w milczeniu. Słońce już powoli zaczynało zachodzić i łąka pokryła się w półmroku.
-Możemy tutaj zostać? Nie chcę nigdzie iść, a tym bardziej wracać do domu.
-Myślisz, że odstawiłbym Cię do domu? -Chłopak wybuchnął szaleńczym śmiechem- W życiu! Myślisz, że jestem głupi? Taka okazja może się już nie trafić!
-Okazja? -Dziewczyna nie do końca wiedziała, o czym mówi jej wybawiciel.
-Wierzysz w miłość od pierwszego spojrzenia?
-W miłość...-Dziewczyna nie spodziewała się takiego pytania, była zdziwiona, ale nie okazywała tego. Zamyśliła się przez chwilę- Nie. Taka miłość nie istnieje. To tylko złudne uczucie. Blef.
-Jesteś pewna?
-Całkowicie.
-To uwierz do jasnej cholery! -Krzyknął Hidan, po czym rzucił się na dziewczynę, przyciągnął ją do siebie i przybliżył swoje usta do jej. Po chwili zawahania złożył delikatny pocałunek na jej wargach. Dziewczyna odwzajemniła go.
-Więc jednak wierzysz.
-Ja nie jestem pewna. -Powiedziała nieśmiało i spojrzała chłopakowi głęboko w jego fioletowe, ciemne oczy. Nagle w jej oczach pojawiły się łzy i mocno przytuliła się do ciepłej jego klatki piersiowej- Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
-Za co? –Chłopak nie ukrywał zaskoczenia- Przecież to chore. Dziękujesz seryjnemu mordercy, który zabrał Cię w nieznane miejsce! A może chcę cię zgwałcić i zabić?
-Nie. Nie zrobisz tego.
-Skąd ta pewność? –Zdziwienie teraz malowało się pełną barwą na jego twarzy.
-Ja to po prostu wiem. Zaufaj mi. –Dziewczyna otarła łzy i uśmiechnęła się do chłopaka.
-Dlaczego… -nie zdołał dokończyć pytania, ponieważ dziewczyna złożyła mu delikatny pocałunek na ustach.
Katarina x Talon
"...Dlaczego miałbyś być przesadnie kulturalny? Pij jak chcesz, rób co chcesz, ćpaj co chcesz. Jesteś wolny. Nie masz rodziców, nie masz rodzeństwa, nie masz godnych przyjaciół. Więc co Cię ma ustawiać, co ma Ci narzucać tą jebaną etykę? Nic kochanie, naprawdę nic..."
*
Zaczął się dziwny etap w życiu, nie dlatego, że generał ostatnimi dniami ciągle debatował nad dalszym losem swojej córki, czy przez to, że mieszkając razem z płatnym zabójcą Katarina czuła się kompletnie bezwartościowa. Nie, chodziło o samego Talona. Jego obecność przeszkadza tak bardzo... Ale jednak nie wyobrażasz sobie tego, że mogłoby go nie być. Nie rozumiała swojej egzystencji. Nie widziała jej sensu. Nie wiedziała nawet czemu ojciec wpuścił go pod dach. W takich chwilach jak ta, Katarina wolała iść napić się gorącej herbaty i wyłączyć myślenie niż zastanawiać się nad rzeczami których nie chce lub nie powinna wiedzieć, szkoda że tego nie zrobiła. Dzisiaj nie.
*
Dziewczyna stała przed lustrem w długim holu. Nie była biedna, Pochodzi przecież ze szlacheckiego domu.. Nie pasowało by... bo jakże inaczej.
Przyglądala się swoim długim czerwonym włosom. Już nie raz miała ochotę je ściąć, ale mimo wszystko lubiła gdy podczas wietrznego wieczoru, kosmyki upadały jej bezwładnie na różnych częściach ciała. dotykała je, a potem pozwalała im dalej bezwładnie latać. Teraz też ich dotknęła. Były takie gladkie i miękkie. Wbiła w nie palce, i pociągnęła dłoń w dół. Żadnych kołtunów, były idealne. Nagle niesubordynacja pokojówek dała się we znaki.Ten akt rozmyślanego nieposłuszeństwa wobec ustalonego porządku irytował Katarine. Okna w sąsiednim pokoju były otwarte, a niefortunnie zdarzyło sie że w tym czasie do domu musiał wejść Talon. Przeciąg był tak duży że lustro spadło na ziemię i omal nie wbiło się w stopy Katariny.
-Człowieku! Co Ty wyprawiasz?!- Katarina wydarła się na cały hol. Talon nie wyraził zbytniego zainteresowania. Potraktował dziewczynę jak powietrze, wszedł do jednego z pokoi i zatrzasnął drzwi. Katarina zmarszczyła czoło, nie wiedziała co było powodem złego humoru lokatora, i chwilowo wolała odpuścić.
*
Talon zaczął nerwowo szukać czegoś w biórku. Nie wiedział dokładnie czego, ale wiedział że to gdzieś tutaj jest. Krople potu spływając po twarzy chłopaka spadały na biórko. Dłonie trzęsły mu się, a serce biło jak oszalałe. Nie wiedział co się dzieje. Przetrząsnął całe biórko z góry na dół. W powietrzu unosiły się kartki papieru, a po podłodze wałały się pióra do pisania. Pod ścianą został wylany czarny atrament i teraz wolną stróżką spływał po dębowym parkiecie. Nagle pomyślał sobie o Katarinie i uspokoił się trochę. Ta dziewczyna miała w sobie to coś, co zawsze pociągało chłopaka, ale nie potrafilby jej ruszyć. Jej smukła postawa dla Talona była czymś niezwykłym. Oczy miała przeciętne, ale nie ich kolor. Kolor był nieziemski. Ona pochłoniła całe jego myśli. Tak okropna dla innych, tak piękna dla niego. Jego fantazyjne myśli brutalnie przerwał łomot z dalszej części posesji.
*
Katarina szybkim krokiem weszła do łazienki. Niemalże wbiegła do niej. To ona była sprawczynią niespodziewanego łomotu. Dziwny dzień, dużo rozmyśleń. Katarina, weź się w garść. Katarina co z Tobą? Katarina..
Dziewczyna polała twarz zimną wodą. Tego jej było trzeba. Odsapnęła i już miała zamiar wyjść z łazienki gdy nagle puściła jej się krew z nosa.
-Kurwa.. -szepnęła i wytarła nos o rękaw białej koszuli. Krwotok nie ustał.
Nie miała pojęcia co się robi w takich chwilach, więc po prostu odchyliła głowę do tyłu. Nie wiedziała co się może stać. Może padnie, ale nie traktowała lecącej krwi z nosa jak coś śmiertelnego. Trwała tak jeszcze chwilę i z czasem gdy ostatnia kropelka spłynęła do ust, krew przestala lecieć. Wróciła do normalnej pozycji i powtórnie wytarła twarz. Tym razem o mokrą szmatę, która wisiała na wannie i wyszła z łazienki.
*
W między czasie, gdzy Katarina spędzała czas w łazience, Talon zdążył zobaczyć co się stało. Gdy wszedł do kuchni ujrzał ulubioną zastawę Generała w kawałkach leżącą na ziemi. Mozolnymi ruchami miał zamiar to posprzątać, gdy do kuchni weszła Katarina.
-Hej Ty! - wskazał na jedną z pokojówek - Posprzątaj to! Natychmiast!
Talon wydał polecenie. Pokojówka musiala słuchać. Panem jest Talon, a władcą jest sam Pan. Chłopak spojrzał na półprzytomną Katarinę. Jej czerwony rękaw bardzo zwracał na siebie uwage, więc bez wachania chlopak podszedł do niej.
-Krwawiłaś.. - Złapał za dłoń dziewczyny. Jej wyraz twarzy, taki zmęczony.. Wyglądała jak słodka mała dziewczynka. Taka była prawda.. Ona po prostu nieświadomie rozkochiwała w sobie chłopaka coraz bardziej.
-Tak trochę..
-Skaleczyłaś się? - zapytał Talon niby zatroskany.
-Nie.. odwal się. - Katarina lubiała mówić dobitnie innym ludzią co czują. Ale fałszywe podrygi w stronę Talona same ją męczyły.Wyrwała dłoń i odwróciła się w przeciwną stronę od chłopaka.
-...Pomóc Ci w czymś?
-Talon, czemu nie stosujesz się do moich poleceń? -Oparła podbródek na swoim ramieniu.- Powtórzę ostatni raz. Wal się..- Katarina nie zmieniając kierunku, potruchtała schodami na piętro. Dziś dom był wręcz przepełniony ludźmi, więc dziewczyna się zdziwiła jak na piętrze wiało pustkami. Wzruszyła ramionami stwierdzając że wszystkich owił tłok pracy i weszła do swojego pokoju.
*
Talon nie chciał odpuścić. Zaparzył gorącą herbatę i miał zamiar iść do dziewczyny, ale uznał że jest ciotą i nie potrafi. Było pewne, że Katarina ponownie go spławi, więc na nic nie liczył. Herbatę postawił na jednym z brzozowych blatów kuchennych i wyszedł do salonu.
Tak bardzo zależalo mu na tej dziewczynie. Był twardy, ale za każdym razem zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że każdy następny cios Katariny może być ostatnim. Jej ruch będzie dla niego śmiertelny. Wiedział jak to będzie boleć. Przymrużył oczy i rozwiał złe myśli.
Za ten czas Katarina grała w warcaby sama ze sobą. Było to lepsze niż czysta świadomość błędów wychowawczych swojego ojca. Zatracała się w kolejne ruchy, ale zwycięstwo samej ze sobą było raczej nie możliwe. Znała swoje myśli i swoje następne ruchy. Wiedziała jaki będzie przebieg gry... Po jaką cholerę w to gram? Szeptała do swoich myśli. Jednym ruchem strąciła planszę gry z łóżka, a pionki roztrzaskały się o ścianę. Nikogo nie słuchała. Przecież wiedziała że ona zawsze ma racje. Ale teraz chciała sięgnąć po poradę kobiety.
-Mileno? - Zawołała jedną z pokojówek- Czy możesz podejść do mnie?
*
Talonowi spuściło się oko. Myśłał, że spał pietnaście minut, ale wyszlo na to, że pietnaście minut trwało czterdzieści pięć minut. Siadł na skraju sofy i przeciągnął się. Nagle usłyszał odbicia obcasa o drewniane schody. Przetarł oczy i wyjrzał za ścianę. To była Katarina.
Myślał że jeszcze znajduje się we śnie, bo dziewczyna miała na sobie jasną, prostą suknię do kostek, a talię ściągniętą ozdobnym kremowym gorsetem lekko wysadzanym bursztynami. Włosy miała spięte w kok. Wyglądała ślicznie.
Dziewczyna wolnym krokiem podeszła do Talona. Gdy znalazła się wystarczająco blisko chłopaka, to ten dopiero mógł stwierdzić, że cała drży.
-Katarina.. Mógłbym Ci w czymś pomóc ?- Zapytał delikatnie Talon. Ona wyciągnęła dłoń w jego kierunku, i opuszkami swoich palców dotknęła jego ramie.
-Napiłbyś się ze mną herbaty?- Zapytała.
Jej palce mozolnym ruchem padły na łokieć, a z tamtąd powędrowały na dłoń. Talon był nieźle podekscytowany, ale nie wyrażał tego.
- Oczywiście że tak..-zrobił parę kroków w stronę kuchni, po czym obrócił głowę-... Ślicznie wyglądasz..
Kącik ust Katariny uniósł się lekko w górę. Jej cel, aby oczarować swojego ukochanego został osiągnięty, ale nie chciała stopować na jednym osiągnięciu. Usiadła na sofie i czekała na chłopaka.
*
Talon zaczął się lekko denerwować. Nie wiedział, co było przyczyną nagłej zmiany stosunków do niego, ani zmiany wyglądu. Czy chciała się mu upodobać? Albo po prostu sukienka jest dość wygodna i ją zalożyła..? Tak.. To drugie było bardziej prawdopodobne niż to pierwsze.
Mógł tylko gdybać, ale jedno było pewne: Dziewczyna własnie siedziała w salonie i czekała aby wypić herbatę ze swoim współlokatorem. Nigdy wcześniej tego nie robiła, ale Talonowi sie to spodobało. Przeniósł tacę do pomieszczenia i zasiadł obok damy.
-Dziękuję..- Katarina ponownie się uśmiechnęła i wzięła łyk ciepłego napoju. Talon zrobił to samo.
-Katarina.. Co się dzieje? Przecież obydwoje wiemy, że Ty taka nie jesteś..-Wreszcie chłopak wydobył głos
-Jaka? - Katarina odłożyła filiżankę.
-Twoje zachowanie... Sukienka, te włosy..
Katarina podniosła wzrok na ukochanego.
-Nie podoba Ci się?
-Nie.. To znaczy.. uhh..- Talon dotknął dłoń dziewczyny.- Jesteś taka piękna.. Nawet bez tego stroju jesteś urocza..
Ta sytułacja nie odpowidała Talonowi. Nie pasowało to do niego, ale przy niej się zmieniał. Nie mógł powiedzieć czy na lepsze, czy na gorsze, ale jeżeli jej się to podobało, to tak musiało być. Katarina kazała- Talon musiał słuchać. Podobna sprawa jak z pokojówkami.
Dziewczyna wolną dłonią musnęła policzek chłopaka, i zlożyła mu pocałunek na szyi. Chłopak był lekko oszołomiony, ale nie było mowy o przeciwstawieniu się. Powoli dziewczyna składała mu pocałucki w niektórych miejscach, aż wreszcie przestała.
-Jesteś... dość spięty.. -mruknęła Katarina.
Wtedy Talon uśmiechnął się lekko, i przechylił Katarine na łóżko, całując jej różowe usta.
Dziewczyna położyla dłonie na jego klatce piersiowej i zamknęła oczy.
-Dziękuję..- Katarina ponownie się uśmiechnęła i wzięła łyk ciepłego napoju. Talon zrobił to samo.
-Katarina.. Co się dzieje? Przecież obydwoje wiemy, że Ty taka nie jesteś..-Wreszcie chłopak wydobył głos
-Jaka? - Katarina odłożyła filiżankę.
-Twoje zachowanie... Sukienka, te włosy..
Katarina podniosła wzrok na ukochanego.
-Nie podoba Ci się?
-Nie.. To znaczy.. uhh..- Talon dotknął dłoń dziewczyny.- Jesteś taka piękna.. Nawet bez tego stroju jesteś urocza..
Ta sytułacja nie odpowidała Talonowi. Nie pasowało to do niego, ale przy niej się zmieniał. Nie mógł powiedzieć czy na lepsze, czy na gorsze, ale jeżeli jej się to podobało, to tak musiało być. Katarina kazała- Talon musiał słuchać. Podobna sprawa jak z pokojówkami.
Dziewczyna wolną dłonią musnęła policzek chłopaka, i zlożyła mu pocałunek na szyi. Chłopak był lekko oszołomiony, ale nie było mowy o przeciwstawieniu się. Powoli dziewczyna składała mu pocałucki w niektórych miejscach, aż wreszcie przestała.
-Jesteś... dość spięty.. -mruknęła Katarina.
Wtedy Talon uśmiechnął się lekko, i przechylił Katarine na łóżko, całując jej różowe usta.
Dziewczyna położyla dłonie na jego klatce piersiowej i zamknęła oczy.
*
Talon nie wierzył co tak naprawdę się stało. Nie docieralo do niego to, że właśnie czule obejmuje swoją kochankę, a ona marzy w jego pocałunkach. Nie chciał zrobić jej najmniejszej krzywdy.
On, zabójca,
Ten, który bezlitośnie karał swoich wrogów,
Ten, który bez zapłaty skazywał na śmierć przypadkowe osoby,
Zakochał się.
Było widać że Katarina chciała więcej. Wyrwała się z objęć partnera i rozpuścila włosy. Za ten czas, chłopak rozwiązał jej gorset. Nie chciał czekać.
Sukienka spłynęła po dziewczynie jakby jej skóra była z bardzo łagodnej tkaniny. Coś na rodzaj jedwabiu, tylko że łagodniejsze.
Byla całkiem naga. Chlopaka to podniecało. Patrzył na nią jak na obiekt pożądania, ale nie tak jak na dziwkę.
Atmosfera w pokoju byla tyle namiętna, że nawet nie zauważyli, że służba przyglądała im się z kuchni. Liczyli się tylko oni.
Katarina objęła swojego partnera i znów zaczęli sie całować. Różnica pomiędzy tymi pocałunkami a wcześniejszymi była taka, że te z każdym następnym zdawały się być coraz bardziej namiętniejsze czy romantyczne.
Talon oderwał usta,
-Katarina, kochasz mnie?- zapytał delikatnie.
-Mhm..- Katarina nie wiedziała za bardzo o co pyta. Była jakby w transie.
-Odpowiedz mi, czy mnie kochasz..-Powtórzył pytanie.
-Talon, ja zawsze Cię kochałam.. od momentu gdy się tutaj pojawiłeś.. - Katarina wreszcie wyznała chłopakowi to, co do niego czuła. Marzenia Talona się spełniły tak jak Katariny.
Chłopak zdiął spodnie i poczekał chwilę, aż Katarina nie znajdzie sobie wygodnego miejsca na jego biodrach. Wbiła mu się powoli w penisa.
Talon objął dziewczynę, gdy ta delikatnie przyciskała się do niego i podnosiła.
Był podniecony, ale hamował żeby tylko nie zrobić jej krzywdy.
Był jej pierwszym partnerem. Ale ona chciała żeby właśnie był to on. Po parunastu minutach wyszedł z niej i przytulili się nakrywając na siebie i Katarine ciepły koc.
-Właśnie tak wyobrażałam sobie swoj pierwszy raz..
Talon zerknął na Katarine.
-Że jak?
-Z Partnerem którego nigdy nie przestanę kochać..
Itachi x Ayumi
Popatrzcie, jaki ten świat jest kolorowy! Jaki piękny! Po prostu idealny! Gówno prawda. Jestem sam. Zupełnie sam. Nawet mój własny brat ma mnie w dupie. Nie mam nikogo bliskiego. Oddałbym wszystko, żeby tylko mieć się, komu wyżalić, a nie jak jakiś debil leżeć na pustkowiu i gadać do ptaków wznoszących się ku niebu. To idiotyczne. To żałosne. Stwierdzam: życie stało się do dupy.
Jestem teraz na dworcu. Czekam na działkę. Nie mam pojęcia, co się ze mną stało. Gdzie jest tamten Itachi? Ten uczciwy, posłuszny i wychowany chłopiec? Już dawno zniknął. Na tym świecie nie pozostało nic dobrego. Śmieci wysypują się z każdych drzwi. Wylewają się tonami z okien. A śmieci śmieci sprzątać nie potrafią. Jakie to smutne. Oto jest. Przyszedł. Mój zasrany diler. Dzisiaj wezmę niedużo. Myślę, że 250 mg w zupełności wystarczy żeby uciec od przerażającej rzeczywistości. Powoli staczam się na dno.
Leżę. Tkwię tutaj przytłumiony rozkoszną dawką narkotyku. Ciekaw jestem, ile zagubionych istnień to malutkie pomieszczenie już widziało. Jakże musiało wszystkim współczuć. Biedny mały kibelek. Czym on jest wobec tego świata? Czego świat od niego oczekuje? Stop. Co ja ze sobą robię? Sam, nie wiem już, co myśleć. Kim ja do cholery się stałem?
Postanowiłem już więcej nie ćpać. Muszę z tym skończyć. Raz na zawsze. Jestem tylko ja. Sam dla siebie. Sny przemijają. Nic nie dzieje się dwa razy.
Idę ulicą. Tutaj jest strasznie cicho. Nie słychać nic a nic. A może to ja ogłuchłem? Nie, nic z tych rzeczy. Jakieś dziecko zaczęło wyć jak oszalałe. Nie lubię dzieci. Mam do nich wstręt. Są obślizgłe, ślinią się, cuchną, bałaganią. W sumie w chwili obecnej także nie pachnę zbyt zachęcająco. Muszę się ogarnąć. Nie chcę jeszcze wracać do domu. Jeszcze moment. Jeszcze chwila. Pospaceruję tu trochę. Przecież jest tak cicho, spokojnie. Jest strasznie pusto. Nie powinno tak być. Dlaczego do cholery tak jest?
Miliony malutkich światełek. Nie. Jedno. Wielkie. Ogromne. Pędzi prosto na mnie. Gdzie mam uciekać? Czy uciekać? Nadjeżdża. Jeszcze metr, centymetr i już. Lecę. Wysoko, wysoko. Czy umarłem? Nie idioto. Nie potrafisz się zabić. Nie potrafisz pozwolić także by ktoś uśmiercił ciebie. Tchórz i tyle. Jestem żałosny. Żałosny. A może nie chcę jeszcze umierać? Może istnieje coś, dla czego warto żyć? Teraz po prostu wystarczy to znaleźć. Nie oczekuję, że samo do mnie przyjdzie. Więc lecę. Już wiem, że to moje własne nogi uniosły mnie ku niebu. Staję na dachu budynku, spod którego wyskoczyłem. Strasznie tu zimno. Ale są tu gwiazdy. Gwiazdy są takie ciepłe. Takie kruche. Chyba wreszcie czuję, że jestem. Istnieję.
Powoli zasypiam w moim jakże oschłym łóżku. Łóżko powinno umieć przytulić i uspać. Moje jest strasznie zwiędłe. Chyba od dłuższego czasu nie zważa na nic. Ale gdy już zasnę potrafi być naprawdę przytulne. Ciepłe i bezpieczne. W świecie snów przecież wszystko jest możliwe.
Próbuję wstać. Czuję, jakby moje kości ważyły tonę. Jak mam spędzić dzisiejszy dzień? Czy wytrzymam bez narkotyku? Czy narkotyk wytrzyma beze mnie? Próbuję zebrać myśli. To na nic. Kolejny dzień przeleżany w łóżku. Cały. Co do sekundy.
Budzę się. Pospałbym jeszcze, ale powieki odmawiają mi posłuszeństwa. Wiem, że dzisiaj muszę żyć. Wyjdę. Pójdę gdzieś daleko. Jak najdalej od tego przeklętego miasta. Mój brat nie ma już do mnie szacunku. Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek go posiadał. Nie zasługuję na niego. Nie zasługuję kompletnie na nic. Nie zjem śniadania. To nie jest w tej chwili istotne. Muszę stąd uciec.
Wybiegam z budynku zwiędnięty i otępiały. Wyglądam jak śmieć. Nie mogę tak wyglądać. Ludzie się mnie przestraszą. Biegnę jeszcze dalej. Rozglądam się dookoła. Nie kontroluję tego, co robię. Jestem robotem. Marionetką, która niekontrolowana traci swoją barwę.
Wracam do mieszkania. Myję się, jem śniadanie, ubieram czystą bieliznę. Dokańczam czytać dawno zapomnianą książkę. Teraz mogę iść. Jestem gotowy. Czuję to.
Błąkam się po mieście. Jeszcze przed chwilą byłem gotowy uciec jak najdalej. A teraz? Nie jestem pewien. Zrobić to czy nie? A co jeśli moja przepowiednia ma się wypełnić właśnie tutaj? Czy jeśli odejdę stracę możliwość zaznania chwili szczęścia? Postanowiłem. Wyjeżdżam jeszcze dzisiaj. Nie wiem czy będę w stanie zapomnieć o otaczającej mnie przeszłości. Mimo wszystko chcę spróbować. Chciałbym, żeby było pięknie.
Dworzec. Znowu dworzec. Nie. Stop. Nie mogę o tym myśleć. Nie mogę pozwolić, żeby to mnie kontrolowało. Muszę biec. Biegnę. Wskakuję do pociągu, który właśnie ruszył. Nie wiem, dokąd jadę. Wiem tylko, że to strasznie daleko stąd. Może wybiorę się dokądś samolotem? Nie, nie. To byłaby już przesada. Tak jest lepiej. Tutaj. W tym pociągu. Tylko ja i głuchy dźwięk obijających się szyn. Nie myślę. Mam pustkę w głowie. Nie chcę liczyć stacji. Nie chcę wiedzieć gdzie wysiądę i kogo tam spotkam. Chcę po prostu siedzieć. Siedzieć i patrzeć. Przed siebie. Tylko i wyłącznie. Za mną jest za dużo. Nie. Za mną nie ma już nic. A przede mną? Przede mną wszytko. Uwielbiam taką kolej rzeczy.
Wysiadam. Nie mam pojęcia ile stacji przejechałem. Wiem, że to tutaj miałem się znaleźć. Gdzieś tutaj jest cel mojej podróży. Zmierzam powoli do wyjścia. Nie spieszę się. Nie mam czasu na pośpiech. Wszystko musi rozegrać się powoli i w spokoju. Ktoś szarpie mnie za kurtkę. Zauważam, że ubrałem moją ulubioną - czarną skórzaną. To jakiś żebrak. Trzyma w ręku nóż i próbuje mnie nim zranić. Kopię go w twarz, tak, że ten zatrzymuje się dopiero kilka metrów dalej na ścianie. Niewzruszony wychodzę z budynku. Nikt mi się nie przygląda. Takie sytuacje tutaj to norma. Ale dlaczego wybrał akurat mnie? Przyglądam się swojemu ciału. Jestem zwyczajnym cherlakiem. Strasznie schudłem. Jeśli tak dalej pójdzie to zostanie ze mnie tylko sterta kości. Muszę coś zjeść. Wchodzę do najbliższej restauracji. Kelner podaje mi menu. Wybieram pierwszą potrawę na liście. Nie wiem jak się nazywa. Literki uciekają mi sprzed oczu. Paranoja.
Idę w kierunku rynku. Jestem. Nie mogę tu być. Za dużo tu ludzi. Duszę się.
Jestem teraz nad jeziorem za miastem. Ładnie tutaj. Chciałbym wybudować sobie mały drewniany domek i tu zamieszkać. Jestem wyczerpany. Muszę spać. Zasypiam.
Budzę się. Obok mnie kuca jakaś dziewczyna. Patrzy w głąb jeziora. Jest śliczna. Jej długie brązowe włosy powiewają na wietrze. Nie uśmiecha się. Jest smutna. Ma na sobie krótkie ogrodniczki i sweter w paski. Czarne ogrodniczki i biało czarny sweter. Jeszcze bordowe martensy. Wygląda przepięknie. Siedzimy bez słowa. Milczenie nie zna granic.
-Ćpun -odzywa się wreszcie.
-Nie.
-Ćpun.
-Już dawno z tym skończyłem.
-Ćpun.
-O czym Ty...?
Dopiero teraz zauważam. Z mojej ręki wystaje do połowy napełniona strzykawka. Ale nie pamiętam przecież żebym brał. Może nie chciałem pamiętać? Nie chciałem być świadom, że jeszcze nie pozbyłem się nałogu. To okropne. Nie chcę tego.
-Ćpun.
-Tak, wygląda na to, że tak -szybko wyrywam strzykawkę- Cholera.
-Ćpun.
-Wiem kurwa przecież widzę!
-Chodź.
Wstaje, bierze mnie za rękę. Idziemy przez las. Przed nami widać porośnięty bunkier. Zaprowadza mnie do środka. Siadam na starej wystrzępionej kanapie. Jest miękka. Dobrze by się na niej spało. Dziewczyna siada obok i patrzy mi w oczy. Jej spojrzenie mówi, że tutaj na pewno jesteśmy sam na sam i nikt nas nie usłyszy. Kim do diabła ona jest?
-Nie pytaj, kim jestem. Nie poznasz mojego imienia - mówi - Dlaczego to robisz?
-Robię, co?
-Ćpanie.
-Ja nie wiem. Nie chcę tego. Nigdy nie chciałem. Samo przyszło.
-Ale samo nie odejdzie.
-Myślałem, że przestałem. Ale jak widać oszukiwałem samego siebie. Uciekłem z domu. O ile można go nazwać domem. Nie mam nikogo. Rozumiesz? Nikogo. Jestem tylko ja sam. Nienawidzę ludzi, Dlaczego Ci to w ogóle mówię?
-Bo jestem Ci bliska, a Ty mi.
-Nonsens. Znam Cię dopiero kilka minut.
-Uwierz mi.
-Chyba nie potrafię.
-Zostań tu, dobrze?
To jej ostatnie słowa. Powiedziała to, po czym wybiegła. Nie mam pojęcia, dokąd się udała. Wiem, że wróci. A ja mam tutaj na nią czekać. Będę czekać. Rozglądam się po pomieszczeniu. Leży tu pełno strzykawek. Kuszą okropnie. Tyle, że są puste. Zero towaru. Na ścianie jest plakat jakiegoś zespołu. Nie umiem odczytać nazwy. Litery syczą i wiją się jak jadowite węże. Zaraz się na mnie rzucą.
Wraca po dwóch godzinach. W ręce ma pudełko z chińszczyzną. Kładzie mi na kolanach i mówi żebym zjadł. Po skonsumowaniu wszystkiego patrzę na nią pytającym wzrokiem. Skąd się wzięła? Jak to się stało, że siedzimy razem na jednej kanapie w lesie?
-Gdzie byłaś? -Przerywam ciszę.
-W sklepie.
-Całe dwie godziny?
-Nie Twoja sprawa.
-Powoli zaczyna jednak być moja.
-Cii - przykłada mi palec do ust. Jest delikatna. Bardzo delikatna - Nie czas teraz na to.
Po tych słowach odsuwa się ode mnie, kładzie na kanapie i zaczyna czytać książkę. Jest istną zagadką. Nigdy dotąd nie spotkałem nikogo takiego. Znowu milczymy. Długo, długo. Bardzo długo. Ciszę ponownie przerywają jej słowa.
-Itachi?
-Skąd wiesz jak się nazywam?
-To nieistotne. Chodźmy stąd, dobrze?
-Mhm. Niech będzie.
Dlaczego na nią nie wrzasnę? Nie żądam wyjaśnień? Przecież potrafię. Nie. Nie chcę. Wreszcie ktoś się mną zainteresował. Zaopiekował. Podoba mi się to. Niech tak zostanie. Na zawsze. Proszę. Tak bardzo proszę.
Zaprowadza mnie na dosyć wysokie wzniesienie. Widać stąd całe miasto. Cudowny widok. Zwłaszcza teraz, nocą, kiedy daleko przed nami mienią się kolorowe światełka. Siadamy na trawie blisko siebie. Przez dłuższą chwilę podziwiamy widok. Nagle dziewczyna przerzuca wzrok na mnie. Przyglądamy się dokładnie swoim twarzom. Jest taka śliczna.
-Ayumi! - Wykrzykuję nagle sam niewiedząc, co mówię - Ayumi to Ty! Jak mogłem? Przepraszam. Nie wiem, co się stało. Cholera, cholera, cholera. Wybacz mi. Ale już wiem, przypomniałem sobie. Wiem, pamiętam. Przepraszam.
-Cicho, już cicho. Nic. Tylko my i noc. Jak kiedyś.
Dziewczyna delikatnie kładzie mi dłonie na policzkach i przyciąga do swojej twarzy. Milimetr do milimetra. Tak blisko. Tak pięknie. Przysuwam swoje usta do jej. Nasze wargi spotykają się. Rozchylam je lekko. Jakie to przyjemne. Kładzie mi ręce na ramionach, a ja obejmuję ją w talii. Tylko my we dwoje. Na zawsze. Znikamy we mgle. Teraz pozostały już tylko miliony malutkich światełek. Niech połączą się w pary i żadne, ale to żadne nie będzie samotne. Niech będą szczęśliwe. Szczęśliwe jak ja. Nareszcie jestem szczęśliwy. Szczęście, szczęście, szczęście.
Nezumi x Reader
Czemu podchodząc do sprawy z taką powagą, czuję
jak wszystko gaśnie? Te uczucia teraz związane z nic nie wartym poglądem na
świat i wzrokiem rodziców, którzy za wszelką cenę chcą byś był najlepszy, stają
się bezużytecznymi.
Hiroko naprawdę czuła sie jak ścierwo. Jak
dzieciak, który pod namową innych skończył pod mostem, bez niczego.
Gryzie ją to uczucie.
-Nie myśl o tym - brutalnie wyrwał ją ze
swojego świata Nezumi. Zupełnie jakby miał dostęp do jej umysłu. Tylko on umiał
rozpoznać jej myśli. Jej nastrój, który ciągle jest huśtawką. Byli
przyjaciółmi. Rozumieli się bez słów.
-Nezumi... - Mruknęła Hiroko wtulając się w
klatkę piersiową chłopaka. Jemu to nie przeszkadzało. Często siadali tutaj na
wzgórzu patrząc na miasto. Często właśnie w tym miejscu dziewczynę ogarniała
melancholia, a czasami wpadała w płacz. Zawsze był przy niej Nezumi.
Potrzebowała go w takich sytuacjach, a on jej nigdy jeszcze nie odmówił. Między
nimi znajdowała się jakaś więź dość trudna do opisania. Nezumi głaskał ją po
głowie. Ona uwielbiała ten gest. Kochała czuć tą jego niesamowitą bliskość w
swoim sercu.
-Nie wolisz iść stąd?- Zaproponował chłopak po
chwili - Jesteś wycieńczona, musisz odpocząć - Dziewczyna przymrużyła oczy.
Przez chwilę jeszcze tak leżała bez zamiaru odpowiedzi. Nezumi patrzył na nią.
Zastanawiał się, co czuje do tej dziewczyny. Tak, gdyby nie ta silna więź
między nimi, ona byłaby pospolitą dziewczyną dla niego. Nic nie wartym
ścierwem. Ona zdawała sobie z tego sprawę. Ale teraz wolała o tym nie
myśleć
-Nie... -Odparła - Jest idealnie.
Chłopak nie chciał siedzieć cicho. Od razu
przełożył sobie dziewczynę na biodra, a ona położyła dłonie na jego
klatce piersiowej.
-Nie spałaś nic od dwóch dni. Twój organizm się
powoli wyniszczy - mruknął.
-Nie, nie jestem senna, nie chcę..-Nezumi musnął
Hiroko po policzku. Może tego nie okazywał, ale tak naprawdę martwił się o nią.
Ona była jedną z bardzo nielicznych osób, które go prawie w ogóle nie znały i
nie chciały znać. Wystarczało jej to, co widziała.
W pewnym momencie dziewczyna położyła głowę na
jego ramieniu, a ręce zawiesiła mu na szyi. Chłopak przytulił Hiroko w talii, a
jej ucho zaczął parzyć idealnie rozkosznym powietrzem. Chwilę potem złożył jej
parę mokrych pocałunków na policzku. Hiroko nie ukrywała zdziwienia. Nigdy
wcześniej jej nie całował. Nawet nie próbował.
Dziewczyna zeszła z niego i położyła się obok.
-Nezumi, co jest? - Zapytała patrząc w gwiazdy.
-Nic, zupełnie nic... -Wyszeptał chłopak, po czym
obrócił się na bok - Jesteś urocza, taka piękna... -Dokończył i znów musnął
twarz dziewczyny. Ona zamarła. Przecież byli przyjaciółmi, ciarki przeszły jej
na myśl, że mógłby się w niej zakochać. Nie tolerowałaby tego. Jej wzrok
przykuła jedna z gwiazd. Nie chciała o tym myśleć. Ale jego bliskość, zapach
jego perfum były dla niej jak narkotyk.
Nezumi znów zbliżył twarz do policzka Hiroko. Ona
zadrżała. Zamknęła oczy i przygryzła silno dolną wargę. Czuła ten paraliż,
który ją całą ogarnął. Pragnęła jego szczęścia. Dlatego się nie przeciwstawiała
temu, co on robił.
Chwilę potem on zaczął ją całować po ustach i po szyi.
Dziewczyna zastygła w bezruchu. Ledwo panowała napływające łzy do oczu. Starała
się myśleć o czymś innym. O dzisiejszym chłodnym poranku, gdy obudził ją Shion
dobijający się do drzwi. Tak, te myśli to były jedyne, jakie w tym momencie
mogła sobie wyobrazić.
Uśmiechnęła się sama do siebie, gdy nagle Nezumi
zdarł z niej krótką czarną sukienkę. Jej uśmiech nagle nabrał sceptyzmu, a łza
spłynęła po policzku.
Postanowiła to szybko załatwić. Tak, aby nic nie
czuła. Znów zagryzła silno dolną wargę, a na czubku języka poczuła metaliczny
posmak krwi. Zignorowała to, i mocno wtuliła się w chłopaka, gdy ten be
opamiętania ją rozbierał.
-Kocham Cię...-Hiroko drżącym głosem wyznała
sztuczne uczucie do ucha partnerowi. Ten nagle przestał ją rozbierać. Odchylił głowę
i puścił dziewczynę, Gdy zobaczył łzy spływające po policzku.
-Jak tego nie chcesz, to możemy przestać...Ja
mogę.
Nezumi wytarł łzę z policzka Hiroko. Ona
uwielbiała to, że był konkretny i wiedział, czego chce. Był stuprocentowo
odporny na uczucia innych, więc nie rozumiała jego dzisiejszego rozżalenia nad
jej osobą.
Nagle ona pocałowała go w czoło.
-Nie, gdy Ty tego pragniesz, to ja też. Kocham
Cię Szczurze...-Powtórzyła, a następnie zdjęła z kochanka szal.
Ona wiedziała, kim jest i czego wymaga.
Nie chciała go okłamywać. Nie czuła tego, co on.
To sztuczne uczucie miało go tylko zadowolić, by na jego twarzy znów pojawił
się uśmiech. Czuła się jak dziwka, jak sztuczna lalka do zadawalania innych.
Nezumi zaczął ssać sutki dziewczyny. Ona znów zaczęła drżeć, gdy jego zęby
stykały się z jej skórą. Udawała szczęśliwą.
Chwile potem wsunęła dłoń w spodnie chłopaka i zaczęła
masować to czułe miejsce. On mruczał a ona płakała. To nie miało tak być. Ta przyjaźń
miała trwać wieki.
W pewnym momencie samowolnie usiadła na jego
biodrach. Jeszcze chwile zajęło jej szukanie wygodnej pozycji, Co podnieciło
jeszcze bardziej chłopaka. W jednej sekundzie wszedł w nią. Szybko i dość
stanowczo. Zabolało ją to. Była dziewicą, ale jego to już nie obchodziło.
Hiroko miała wrażenie, że to już będzie koniec. Cudowne miesiące przyjaźni zostały
brutalnie zmięte i zapomniane.
Ona je będzie zawsze pamiętać, ale dla niego to
będzie nowy rozdział w życiu. Dziewczyna zamknęła oczy. Kolejne łzy spadały mu
na klatę. Nie robiło mu to różnicy czy dziewczynie sprawia przyjemność to, co
on jej robi. Przynajmniej Hiroko tak czuła.
Chłodny powiew wiatru nagle zabrał wspomnienia i
do gry weszło uczucie.
Dziewczyna padła z bezsilności na ziemię.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)