Anioły istnieją.


http://www.youtube.com/watch?v=Cu5fcUa17TU

***

Nigdy nie wiesz co się stanie. Nie możesz przewidzieć co będzie następnego dnia, ale mimo
to ciekawość mówi, że musisz iść dalej i przeżyć go, choćby był najokropniejszym.
Aki siedziała skulona na fotelu. Z kubkiem gorącej kawy wpatrywała się w deszcz za oknem.
Miała pustkę w głowie. Wszystko się waliło. W dodatku wystarczyła tylko jedno zamknięcie oczu i znów widziała śniadą cerę ,niebieskoszare oczy i długie bladoczerwone włosy. Może byłoby dobrze, gdyby jej tak tego cholernie nie brakowało. Ale jej już nie ma i nie będzie.
 Powinna się wreszcie z tym pogodzić. Otworzyła oczy i przetarła je. Były załzawione, chociaż już nie
pamiętała czy płakała. Trzeba się wziąść w garść. Kolejne dni nie mogą mijać tak bezsensownie.
Aki wstała z fotela, a kubek z niedopitkiem położyła na komodzie koło drzwi. Było ciężko zacząć dzień,
jednak musiała wreszcie wstać. W godzinę lub półtorej była gotowa do wyjścia. Nikt nie rozpozna po niej
że ma doła. Gdy była przy drzwiach zawahała się czy brać parasol. Nie zależało jej tak bardzo na wyglądzie.
Ale jednak jechała do pracy. Musiała jakoś wyglądać. Wyszła i spojrzała na godzinę w telefonie.
W pół do pierwszej. Miała tylko pół godziny na to, by pojechać do biurowca, zasiąść na fotelu
i udawać że mija trzecia godzina jej pracy.
Wsiadła do czarnego volvo, przekręciła kluczyk w stacyjce i nim się obejrzała, już mijała trzecią ulicę.
Już nie daleko. - Pomyślała.
Wjechała na rondo. Stamtąd było już łatwo. Zjechała znów na ulicę i jej oczą ukazał się szklany wieżowiec.
Dobrze był jej znany. Niegdyś odwiedzała go codziennie w tłoku pracy.
Skręciła w lewo na parking dla pracowników, jednak szlaban był opuszczony. Aki westchnęła.
W drewnianej budce nagle ukazał się mężczyzna.
Dość stary. Był to Brian. Znali się z Aki bardzo dobrze, lecz przez starość mężczyzna miał problem z
rozpoznawaniem twarzy.
- Hej, Ty! - Starzec poprawił okulary i trochę się przyjrzał.
- Dowód proszę - rozkazał.
Dziewczyna spuściła szybę i w dwóch palcach wystawiła dokument.
-Ach, Aki. Wybacz mi, już podnoszę.
Ona tylko się uśmiechnęła i gdy szlaban się uniósł wjechała na swoje miejsce parkingowe.
Jeszcze jeden oddech. Wszystko będzie dobrze. Jak zawsze.
Podniosła głowę i już miała wyjść z samochodu, gdy zobaczyła Brian'a stukającego do szyby.
- Co się stało? - zapytała lekko otwierając drzwiczki.
- Madame, szef kazał przekazać, żebyś przyszła do niego gdy tylko się zjawisz.
Serce podskoczyło dziewczynie do gardła. Zaczęło bić jak oszalałe.
- Dziękuje Brian za informację. Miłego dnia Ci życzę. - z wymuszonym uśmiechem na twarzy Aki opuściła wzrok i skierowała się w stronę biurowca.
Gdy przeszła pierwsze piętro czuła na sobie wzrok wszystkich tam obecnych. Miała wrażenie, że jest osaczona.
Doszła do windy. Na szczęście ta znajdywała się na samym dole. Weszła do niej i wcisnęła ostatni przycisk.
Cała drżała. Była przerażona, podejrzewała co się stanie.
Winda jechała powoli. Cenne minuty ciągły się w nieskończoność. Wreszcie winda dojechała na wyznaczone miejsce,
a Aki niemalże dobiegła do gabinetu szefa.
Zapukała. Będzie dobrze. Ostatnia myśl i weszła. Mężczyzna siedzący za biurkiem nie był zdziwiony.
- Wzywał mnie pan... - wymamrotała dziewczyna.
Było widać że cała drży.
- Tak Aki...
Ble, ble. ble. Zawsze mówił to samo jak wzywał pracowników. Zawsze jedno... Mogła się tego spodziewać.
- A więc z powyższym... - dziewczyna znów przymrużyła oczy i zobaczyła tą samą twarz co zawsze. Była smutna.
- Muszę Cię zwolnić...
Otwarła oczy..
- Ale, tak nie można... - szepnęła pod nosem, tak jakby nie miała siły wrzeszczeć i wyrzucać z siebie emocji. Nie, to już ją kompletnie zniszczyło.
- Słucham? - Mężczyzna skinął głową gdy Aki wybiegła z hukiem z gabinetu. Żadnych emocji z jego strony..
Dziewczyna szybko znalazła się przy samochodzie. Łzy napłynęły do oczu. Nagle usłyszała głos. Tak dobrze znajomy. Tak słodki...
Kazał nie jechać. Nie posłuchała. W jednym geście odpaliła i wyjechała na ulice. Jechała tak szybko a oczy były załzawione.
Nic nie widziała. Impuls kazał jej przyspieszyć, gdy nagle...

***

Tokyo: Dziś po godzinie trzynastej, czarne volvo zderzyło się z tirem na rondzie niedaleko biurowca Ten'in wa Fuketsudearu.
Tir uderzył w jadące auta, a te spowodowały karambol na dalszej części drogi. W wypadku zostało poszkodowanych szesnaście osób,
w tym jedna zmarła.

***

- Aki...?
Dziewczyna otwarła oczy. Leżała na ziemi przed biurowcem. Nikogo nie było w pobliżu. Usiadła i jeszcze raz się rozglądnęła.
 Bylo pusto.
- Jest tu kto? - zapytała Aki bez żadnej nadziei.
- Chodź...-usłyszała słodki głos... dziewczyny. Czy go znała?
Tak, to był ten sam głos. Aki wstała z ziemi i otrzepała się.
- Aki, moja kochana.
Znowu to samo. To była Lau. Słyszała, ale nie widziała. Nie dowierzała.
- Przecież Ty umarłaś...
Aki ciągle przed oczami miała obraz gasnącej Lau. Powoli odchodzącej, w ciszy, bez patosu. Czuła się winna, może nawet bardziej niż powinna się czuć. Przecież to ona w końcu nie zdążyła na czas. A właściwie to przez nią jej bratnia dusza znalazła się w szpitalu, a później odeszła. Praktycznie do tej pory powtarzała sobie w głowie, jak mantrę pytania: jak mogłam być tak ślepa?
Jak mogłam nie widzieć ile dla niej znaczyłam? Jak mogłam nie próbować odwzajemnić jej uczuć?
Wyrzuty sumienia były nie do opanowania. Aki zastanawiała się czy nie pójść w ślady przyjaciółki.
Czy podcięcie sobie żył nie byłoby po prostu odpowiedzią na te wszystkie wątpliwości, czy nie byłoby rozwiązaniem?
 Być może brakowało jej odwagi aby odebrać sobie życie, być może coś ją jeszcze tu trzymało, ale nie potrafiła od tak odejść, przejść na drugą stronę. Dlatego to, co miało się dzisiaj wydarzyć było niejako kluczem do lepszego świata.
Świata, w którym Aki będzie mogła żyć razem z Lau, i w którym będzie miał szansę na to, by nie popełnić już żadnego błędu
Kolejny podmuch wiatru. Na rondzie pojawiło się dużo osób. Karetki i policja. Okropny wypadek, kogoś wyciągali z czarnego samochodu. Aki podeszła i zobaczyła jak kładą na noszę dziewczynę. To była ona.
Łzy spłynęły jej po policzku.
- Aki? - dziewczyna poczuła zimną dłoń na ramieniu. Od razu się odwróciła. To była Lau. Wyglądała tak pięknie.
 Była blada. Miała na sobie biała sukienkę do kolan.
- Lau... - Aki rzuciła się w ramiona czerwonowłosej. - Czy ja.. - Lau nie pozwoliła jej dokończyć. Złapała ją za rękę i poleciały nad chmury.
Razem. Leciały chwilę, czas się zatrzymał. Wreszcie wylądowały na łące za miastem.
Lau była smutna. Aki przyglądała się jej. Wtedy dopiero zauważyła że płomiennowłosa miała skrzydła. Aki wreszcie uwierzyła.
Pogodziła się z tym że umarła, wreszcie mogła być ze swoją przyjaciółką. Lau mogła być szczęśliwa. Aki też mogła.
Lau odwróciła się powoli do towarzyszki. Nie patrzyła jej w oczy. Jej wzrok błądził po trawie na której stała.
- Lau, o co chodzi?
Samobójczyni wreszcie odważyła się spojrzeć jej w oczy. Wyciągnęła do niej dłoń i uśmiechnęła się. Ta druga złapała ją za rękę i razem usiadły.
- Aki, bardzo tęsknie za Tobą.
- Przecież jesteśmy teraz razem. Może być jak dawniej.
Czerwonowłosa dotknęła policzka brunetki
- To jest być może nasze ostatnie spotkanie. Nie wiem co dalej się stanie z moją duszą ale Aki, Ty musisz żyć. Wszystko jest przed Tobą..
Dziewczyna zadrżała. Lau po policzku spłynęła łza
-To jest mój koniec, nie Twój. Ja umarłam bo tego pragnęłam. Chciałam Twojego szczęścia a z moją obecnością byłoby to niemożliwe. Powstrzymywałabym Cię - kontynuowała. - Jestem egoistką..
Aki spojrzała na przyjaciółkę po czym szybko spuściła wzrok. Nie potrafiła patrzeć się na nią gdy była smutna.
Wtedy Lau podniosła podbródek dziewczyny i pocałowała ją. To była ta chwila na którą ona nie mogła czekać za życia.
Trwały tak jeszcze kilkanaście sekund po czym Aki oddaliła się.
- Lau...Co się teraz stanie?
- Będziesz żyła księżniczko, masz dla kogo żyć. Oni czekają na Ciebie.
Wtem obie się podniosły.
- Aki, kocham Cię, będę przy Tobie zawsze gdy będziesz tego potrzebowała.
- Będziesz czuwać przy mnie?
Lau uśmiechnęła się po czym przyłożyła dłoń do serca ukochanej.
- Będę tutaj.
Stały w bezruchu jeszcze parę chwil, gdy Lau oddaliła dłoń.
- Już czas...
Aki zadrżała.
- Nie, Lau. Jeszcze chwilę.
Rudowłosa oddaliła się lekko i rozprostowała skrzydła.
- Błagam, chce zostać tutaj. Nie chce odchodzić.
Polały się łzy. Lau tylko się przyglądała z lekkim uśmiechem, po czym podeszła do niej i złapała ją za ramiona.
Delikatnie...
- Jeszcze się spotkamy, dopilnuje tego i będę czekać...
- Lau, nie... proszę...
Wtedy ona złożyła jej delikatny pocałunek na policzku.
- Żegnaj - wyszeptała.
Zamknęła oczy, jej ciało delikatnie drżało.
A może to jej dusza drżała, bo właśnie do niego wracała?
Czuła, że się dusi. Nie mogła nabrać powietrza. Umysł powoli się otwierał. Docierało do niej to, co się właściwie wydarzyło.
Więc umarła i nagle miała dalej żyć - Tak po prostu. Czy nie umiera się po to aby zakończyć życie?
To nie miało sensu. Ale przecież Lau chciała żeby Aki tu wróciła. Aki powtarzała sobie, że robi to właśnie dla niej. Tak było
jej łatwiej. Łatwiej narodzić się na nowo.
Nagle słychać wdech. Ostry tlen pali płuca dziewczyny. Serce zaczyna ociężale bić. Wystukuje inny rytm niż wcześniej.
Coś się zmieniło.
Może to Aki się zmieniła?
- Puls w normie. Zatamowaliśmy krwawienie. Pacjent przy życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz